Według wielu poradników pierwszym krokiem do stworzenia minimalistycznej szafy jest pozbycie się nienoszonych ubrań. Na tym etapie pojawiają się pierwsze trudności – bo jakoś tak trudno pozbywać się rzeczy, nawet jeśli widzimy, co serio nadaje się już tylko do wyniesienia. Dlaczego to takie trudne?

W tym wpisie chcę ci pokazać, DLACZEGO trudno nam się pozbyć starych rzeczy; dlaczego je trzymamy „na później”. Ci z was, którzy czytali poprzednie wpisy, chyba już zauważyli, że moim najważniejszym zadaniem, jakie stawiam przed sobą na ten moment, jest odpowiadanie na pytanie „dlaczego?”. Pewnie, wiedza powinna mieć funkcję aplikacyjną, a więc dawać takie informacje, które można wykorzystać w praktyce. Dlatego ja Wam podrzucam, DLACZEGO jest trudno i liczą na to, że po tym i ja, i wy coś wymyślicie. 🙂 Od czego są specjaliści od budowania garderoby i wizerunku? Kochani eksperci, ten wpis jest też dla was! Mam nadzieję, że pomoże wam i waszym klientom.

No to do dzieła. Dlaczego nie umiesz pozbyć się tych starych jeansów?

1. „Ale w sumie, to…” – racjonalizacja

Jest różnica między działaniem racjonalnym a racjonalizującym. Racjonalizacja to jeden z bardziej znanych mechanizmów obronnych, ale dla tych, którzy nie do końca go rozumieją, już objaśniam. Racjonalizacja polega na tym, że tak sobie coś tłumaczysz, żeby to brzmiało sensownie. W przypadku robienia czystek garderoby, mechanizm racjonalizacji może się objawiać w tym, że mówisz sobie lub myślisz rzeczy w stylu:

  • „Jeszcze się przyda”
  • „Będę to ubierać do spania”
  • „Będzie dobre na remont”
  • „Jak ktoś nagle wpadnie na noc albo coś na siebie rozleje, to będzie co mu pożyczyę do ubrania”
  • „Super by wyglądało z [rzeczą, której jeszcze nie mam]?

Teraz, gdy czytasz te przykładowe zdania, być może myślisz sobie „Rany, co za bzdury, kto tak myśli”. No to posłuchaj z boku swoich myśli, gdy będziesz próbował się czegoś pozbyć. 😉

Takie myśli to naturalna reakcja. Jak to się ładnie mówi w psychologii – takie „myki” chronią ego.

Jak wyłapać u siebie myśli, które są przykładem racjonalizacji? Gdy będziesz robić przegląd szafy i zostanie ci kupka tych, nad którymi się wahasz, co z nimi zrobić, wtedy zrób sobie listę „za i przeciw” zostawieniu ich. Po tym odłóż ją choćby na 15 minut – i po czasie spójrz na nią krytycznym okiem. Wykreśl te argumenty, które teraz nie brzmią już tak sensownie i które już cię nie przekonują.

2. „Szkoda będzie…” – efekt utopionych kosztów i uzasadnienie wysiłku

O tym pierwszym znalazłam sporo wpisów blogowych, więc obstawiam, że może to być znany termin. Z resztą, nazwa wprost mówi o znaczeniu. Szkoda nam wyrzucić to, w co zainwestowaliśmy, nawet jeśli jest to już bezwartościowe (finansowo, bo np. ubranie się zepsuło i nie da rady go naprawić albo „emocjonalnie bezwartościowe”, bo już po prostu nie chcesz tej rzeczy…). Uzasadnienie wysiłku – to tendencja do podwyższania oceny tego, na co ciężko pracowaliśmy.

Czyli: efekt utopionych kosztów wyjaśnia, że nam szkoda pozbyć się starych ciuchów, a uzasadnianie wysiłku wyjaśnia, dlaczego jest to tym trudniejsze – bo dodajemy sobie do tego wartość.

 

3. „Ja po prostu taka jestem, że jestem sentymentalna i zbieram rzeczy” – teoria samopotwierdzania

Najpierw z perspektywy psychologii społecznej: teoria samopotwierdzania zakłada, że jako ludzie mamy potrzebę potwierdzania swojego pojęcia Ja, bez względu na to, czy to pojęcie jest pozytywne czy negatywne. W pewnych sytuacjach ta tendencja może być w konflikcie z podwyższaniem własnej wartości i skutkować usprawiedliwieniem siebie.

Zobaczmy to na przykładzie:

„Myślę, że ja to jestem typ chomika, taki okropny. Mam masę rzeczy – nie umiem się ich pozbyć. Dlatego nic dziwnego, że nie umiem pozbyć się tych spodni, no ja tak po prostu mam”.

„Jestem wytrwała – jak sobie coś postanowię, to to robię. Myślę, że powinnam wyrzucić te spodnie i po prostu o to teraz robię, nigdy nie miałam problemu z pozbywaniem się staroci”.

Trochę to się wiąże ze samosprawdzającą się przepowiednią, z tym że teoria samopotwierdzania jest ściśle związana z kwestią postrzegania siebie.

Zmień swoje myślenie – to brzmi motywacyjnie i mało przekonująco. Może więc powiem inaczej. Nie myśl, jaka i jaki ty jesteś czy nie jesteś, tylko po prostu jak chcesz się pozbyć tych rzeczy, to to zrób. Bez wymówek. 😉

4. „Nikt mnie nie pozna bez tych spodni, to jeansy to przecież cała ja” – ubiór w funkcji podtrzymania tożsamości

Teraz myśl z perspektywy psychologii osobowości w nurcie psychodynamicznym (hello, dear Freud). Pomysł ten wpadł mi podczas przeczytania książki „Rozbierz mnie. Psychoanaliza garderoby” (niedługo opublikuję tu jej recenzję). Ubiór to nasza druga skóra – dzięki niej jesteśmy jacyś. To jacyś oznacza tu, że albo przez ubiór realizujemy wizję siebie (myślę o sobie jako o kobiecie biznesu i ubieram się jak ona, czuję się uwodzicielska, więc się tak ubieram, by myślę, że będę wzbudzać pożądanie). To ubranie jakoś nas obudowuje. Bez niego, zewnętrznego pokazania siebie, swoich uczuć i potrzeb, jesteśmy nijacy.

Nawet odchodząc od psychoanalizy, czy nie jest tak, że na rozmowę o pracę ubierasz się elegancko? By przekonać do swojego profesjonalizmu – nie tylko pracodawcę, ale i samego siebie!

Ubiór reprezentuje to nasze „Ja”, nie tylko u członków subkultury.

I teraz schodzimy z poziomu teoretycznego do praktycznego i podaję przykłady:

Moja polonistka z gimnazjum zawsze nosiła spódnice. Zawsze. Serio, zawsze. Pewnego dnia, na wycieczce szkolnej (już którymś dniu jej trwania – jakieś 2 dni chodzenia po górach, w spódnicy) ubrała spodnie. I to jeansy. Z ekipą myśleliśmy, że jej się skończyły czyste spódnice. Albo że ma zły humor (a się zdarzało to co jakiś czas, bo to jest kochana, ale wybuchowa kobieta).

Albo wyobraź sobie Steva Jobes’a w czymś innym niż czarny golf. No nie da się.

To dotyczy innych. A jak to może wyglądać ze strony twojej i twoich starych spodni?

Masz sukienkę, którą znają wszyscy twoi bliscy. Pojawiasz się w niej na większości imprez, szczególnych okoliczności. I nagle jej nie będzie; nie będzie cię w niej. Dziwnie, co?

Niektórzy po prostu mają swój uniform. Jakieś elementy charakterystyczne ubioru – z którymi są związani.

Albo wyobraź sobie, że idziesz do znajomych na kolację, oblałaś się winem i musisz się przebrać – znajomy daje ci coś na zmianę. Czujesz się totalnie jak nie ty. Nawet jeśli to coś, co ci pasuje i się podoba i nie masz problemu z noszeniem ubrań innych ludzi. To po prostu nie twoje, to nie część ciebie.

Te przykłady miały zilustrować jedną myśl: trudno nam się pozbywać starych ubrań, bo one nas w pewnym sensie definiują. Stwarzają czy wyrażają – po prostu pokazują, że my to my. Dlatego niektórych z nich szczególnie się pozbyć, mimo że już dawno zdają się nie pełnić tej funkcji, bo ich nie nosisz. Myślę, że w szczególności będzie to dotyczyć ubrań, które kiedyś miały dla nas znaczenie. Np. sukienkę, w którą wbijałam się na na imprezy w studenckich czasach – wyrzucając ją, mam poczucie, że tracę wspomnienia, że tracę siebie z tamtych czasów, że wyrzucam część siebie.

 

5. Stres po stracie

Czy można stresować się wyrzuceniem jednej pary starych jeansów?

Oczywiście, że tak. Nawet jeśli nie jesteś do nich przywiązany, nie potrzebujesz ich, już dawno zapomniałeś o ich istnieniu i chętnie byś się ich pozbył – to może być trudno. Głowa chce, ręka nie drgnie. Pozbywanie się rzeczy jest po prostu stresujące. Wydaje się to być marnotrawstwem – i to wywołuje w organizmie reakcję (jestem ciekawa, jak dużą – nie dotarłam do badań na ten temat).

6. „Ja już nie wiem, co zrobić…” – redukcja dysonansu poznawczego w sytuacji niewystarczającego uzasadnienia

Tyle stylistek i speców od stylu daje rady, jak zorganizować na nowo swoją szafę. Tyle tego, że idzie się pogubić. Nic dziwnego, że sięgamy po rady – czasem ogarnięcie szafy jest trudne, czasem wolimy posłuchać eksperta. I słusznie. W sytuacji, gdy w końcu nie wiesz, czy się masz czegoś pozbyć czy nie, może być ci trudno zdecydować. Trochę chcesz, a tego nie robisz. Robisz to, a trochę nie chce – mamy niezgodność działania z poglądem i boom, dysonans poznawczy, poczucie dyskomfortu.

Jakie stosujemy sposoby redukcji dysonansu w sytuacji niewystarczającego uzasadnienia?

  • wycofanie się ze sprzecznego z opinią zachowanie („może lepiej ich nie wyrzucać… to ja je wezmę z powrotem z tego kartonu z rzeczami do wyniesienia”)
  • pomniejszenie wartości jednego z przekonań lub zachowania się („dobra, to tylko jedna para, jak ją wyrzucę, to mam inne”)
  • zmiana opinii na zgodną z zachowaniem („ja to się jednak zgadzam z tą blogerką, że szafa 10×10 elementów się sprawdza – wyrzuciłam zbędne ubrania i faktycznie jest mi lepiej”)
  • obrona stanowiska niezgodnego z własną postawą („nie trzeba wyrzucać starych spodni, może one naprawdę się przydadzą, nie ma się co tak spinać”)

 

7. Przywiązanie do przedmiotów – do osób „od przedmiotów”

To chyba znają wszyscy. Przedmioty są nośnikami wspomnień. Trudno się nam pozbyć ubrań, które mają dla nas znaczenie symboliczne – spodnie, które miałam na pierwszej randce z obecnym mężem; spodnie, które dostałam w prezencie od zmarłej babci; spodnie, które kupiłam za pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze. Wyrzucając je, czuję, że tracę część wspomnień. że nie szanuję osoby, która mi ją dała; że zachowuję się, jakby relacja nie była dla mnie ważna.

Co z tym zrobić? Ty mi powiedz, jakie masz sposoby na poradzenie sobie z tym „stopniem”, który powstrzymuje cię przed wiadomym i rozsądnym zarządzaniem własną garderobą. 🙂

 

Po co tych 7 punktów… żebyście teraz wszyscy poszli robić czystki w swoich szafach. Ha, nie. Mam nadzieję, że nikt z was nie odebrał tego wpisu jako zachęty. 🙂 Chciałam pokazać wam, dlaczego tak trudno jest zachowywać się tak, jak byśmy chcieli; czemu trudno jest wytrwać w postanowieniach – w związku z ubraniami i własną garderobą (chociaż z cudzą pewnie też). Nasz umysł stosuje wiele różnych myków, żeby nas ochronić przed nieprzyjemnymi uczuciami. Warto być świadomym, jak działamy, bo tak łatwiej będzie nam wprowadzać dobre nawyki. Fajnie, gdy dostajemy rady, jaką ilość elementów powinna zawierać minimalistyczna garderoba (czyli nie małą! a z wystarczającą dla mnie samej ilością rzeczy) – i fajnie też wiedzieć, dlaczego nam trudno taką stworzyć i jak samemu przepracować w sobie pewne rzeczy.

 

Życzę ci dużej samoświadomości – i wyrozumiałości dla siebie! No i powodzenia na drodze dążenia do posiadania garderoby, z którą nam dobrze – mamy to, co trzeba, wszystko nam się podoba i wszystko byśmy nosili. A jak są jakieś stare spodnie, to umiemy się ich pozbyć (i sprzedać albo oddać – wyrzucać naprawdę nie trzeba… ale to już inny temat).

 

Gdzie w tych powodach, dlaczego nie umiemy pozbyć się starych ubrań, widzisz siebie? Które z tych rzeczy sobie mówisz? I jak się teraz czujesz, kiedy mamy to nazwane, co to jest i skąd się bierze?
Jestem bardzo ciekawa Twoich refleksji i odczuć! Daj mi o nich zna? w komentarzu.

 

2 thoughts on “ 7 powodów, dlaczego nie umiesz pozbyć się tych starych jeansów ”

  1. Posiadanie garder?b rozdzielonych na dom rodzinny i stancj? absolutnie nie pomaga w pozbywaniu si? rzeczy, bo zawsze jest „a mo?e si? jeszcze przyda?” – zw?aszcza w garderobie w domu rodzinnym. No bo mo?e b?dzie nagle jaka? okazja, a ja b?d? akurat w domu i nie b?d? mia?a np. bardziej wizytowych rzeczy, kt?re mam w bardziej ogarni?tej garderobie na stancji (i kt?re, w razie bardziej zaplanowanych wydarze?, mog? ze spokojem zabra? ze sob? w podr??). P??niej si? okazuje, ?e nigdy nie by?o ?adnej takiej nag?ej okazji, ?e zawsze wiedzia?am o niej wcze?niej i by?am w stanie przywie?? ze sob? t? ?adniejsz? bluzk? czy sp?dnic?, wi?c niepotrzebne rzeczy i tak wisz? w szafie. Bo oczywi?cie „MO?E KIEDY? SI? PRZYDA”.
    Poza tym ubi?r jako podtrzymanie to?samo?ci to absolutnie moje ?ycie, wi?c trudno jest mi pozby? si? ubra?, kt?re jako? mnie definiowa?y. Te zazwyczaj zmieniaj? tylko miejsce przechowywania i przeznaczenie, bo pojawia si? argument „mo?e b?dzie do spania” – t-shirt, kt?rego normalnie ju? nie za?o??, ale jako? tak nie wyrzuc?, bo mnie kiedy? okre?la?, bo jest jeszcze przyjemny, bo szkoda mi wyrzuci? (wi?c czemu go nie nosz??), to przemianuj? go na pi?am?. I p??niej mam tych t-shirt?w kilkana?cie. Tylko po co mi ich a? tyle do spania?
    Spisywanie argument?w za i przeciw brzmi super, mo?e dzi?ki temu nie b?d? zostawia? rzeczy, kt?rych ju? nie nosz? :D. Zw?aszcza gdy zostawiam je, bo „mo?e si? kiedy? przydadz?”.

    1. Pi?knie Ci dzi?kuj?, Kaczuszko, ?e si? odzywasz! <3 Ciesz? si?, ?e te teorie, kt?re wypisa?am w artykule, widzisz w swoim ?yciu i ?e mo?e pomog?o Ci to kilka rzeczy zrozumie?. S?ysza?am, ?e ludzie tak w?a?nie maj? z T-shirtami - robi? z nich pi?amy. Ja pr?bowa?am kilka razy, nie wychodzi?o. Chyba nawet pi?amy lubi? mie? ?adne i takie, w kt?rych si? czuj?. T-shirty z event?w, kt?re zalegaj?, jako? tak mnie dra?ni?, nie jestem w stanie ich nosi?. No, to mam ?atwiej ni? Ty. 🙂
      Czekam na info, czy spos?b z list? si? sprawdzi?! Jestem ciekawa, jak b?dzie Ci sz?o wykre?lanie argument?w, kt?re brzmi? tak dobrze i przekonuj?co (a przynajmniej jeszcze przed chwil? tak brzmia?y).

Dodaj komentarz